Nasz wypad do parku rozrywki udowodnił, że dobra zabawa nie ma limitów. Dlaczego? Bo padł rekord jazdy na Hyperionie. Szesnaście wejść to wynik jednego maniaka, któremu po prostu zabrakło czasu, żeby wejść tam jeszcze kilka razy.
Poza tym przeszliśmy w sumie jakieś pięćdziesiąt kilometrów, zjedliśmy bardzo dużo lodów, gofrów (nie były najlepsze), trochę pizzy i frytek. Automat na słodycze zjadł za to 10zl. Pogoda była przepiękna, wręcz letnia, a postój w Katowicach wesoły i kolorowy. Spaliśmy w bardzo ciekawym miejscu, gdzie pokoje były kreskówkowe i komiksowe.
Ogólnie wypad dodał nam energii. I o to chodziło!
K. Sady